Kiedy pojawił się na świecie mój synek Julek, byłam najszczęśliwsza na świecie. Choć początki były ciężkie – trudno bowiem z dnia na dzień przyzwyczaić się do obecności takiego maluszka, do jego płaczu oraz kilkakrotnego nocnego wstawania. Tygodnie jednak mijały. Postanowiłam nie wracać do pracy zanim Julek nie pójdzie do przedszkola. Gdy miał dwa latka, zaczęliśmy chodzić na specjalne umuzykalniające zajęcia, które organizował klub malucha. Początkowo chodziliśmy tam tylko na godzinkę trzy razy w tygodniu. Julek zawsze czuł się tam jak ryba w wodzie – cieszył się na myśl o kolejnym spotkaniu. Szybko zżył się z dziećmi i z panią. Zazwyczaj był problem z opuszczeniem klubu – zawsze było mu mało. Wtedy to postanowiliśmy zapisać Julka na codzienne czterogodzinne spotkania w klubie. To był bardzo dobry wybór. Synek z radością budził się rano i ochoczo szedł bawić się wspólnie z dziećmi. W czasie choroby płakał, że musi pozostać w domu – bardzo tęsknił za swoimi małymi przyjaciółmi. To tam nauczył się zachowań społecznych, które na pewno będą pozytywnie wpływać na jego życie. Moje koleżanki wybrały dla swoich pociech żłobki. Warszawa daje rodzicom w tym zakresie jednak dość szeroki wybór. Priorytetem była tutaj głównie cena – znacznie niższa, niż czesne w klubie malucha. Nie mam jednak wrażenia, że przepłacałam za opiekę nad moim dzieckiem. Gdybym miała drugie dziecko – również zapisałabym go do klubiku. Zadowolenie oraz wszechstronny rozwój dziecka jest jednak najistotniejszy i nie ma ceny.
Kluby malucha dla najmłodszych
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dom i Rodzina i oznaczony tagami klub malucha. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.